Strony

poniedziałek, 9 października 2017

Trump i WTO: spór o nowych członków Appellate Body

Donald Trump już w kampanii wyborczej wyrażał się bardzo niepochlebnie o Światowej Organizacji Handlu (WTO). Jego zdaniem zobowiązania wynikające z umów zawartych w ramach tej organizacji są dla Stanów Zjednoczonych skrajnie niekorzystne. W szczególności twierdził on, ze uniemożliwiają one zapewnienie odpowiedniej ochrony amerykańskich gospodarce (i to pomimo istnienia różnych mechanizmów awaryjnych przewidzianych np. przez Porozumieniu WTO w sprawie środków ochronnych). Krytyczna uwagi Trump’a wobec WTO dobrze wpisuje się w jego retorykę dotyczącą handlu międzynarodowego. Handel jest dobry dopóki bezpośrednio służy interesom amerykańskich firm, jeżeli jednak dane porozumienie nie spełnia tego warunku powinno być renegocjowane lub wypowiedziane. Paradoksem sytuacji jest fakt, że Stany Zjednoczone były nie tylko jednym z założycieli WTO ale również jej głównym architektem.

O ile w przypadku inicjatyw regionalnych mających służyć liberalizacji handlu retoryka przełożyła się szybko na wymierne działania (warto choćby wspomnieć o wycofaniu się Stanów z Partnerstwa Transpacyficznego czy rozpoczęciu negocjacji w sprawie rewizji umowy NAFTA – por. z naszym wpisem sprzed kilku miesięcy), na poziomie globalnym nie doszło do żadnej rewolucji. W szczególności nie podwyższono ceł na importowane towary (Prezydent Trump obiecywał to wielokrotnie). Rozpoczęto co prawda kilka postępowań antydumpingowych oraz ochronnych ale nie odbiega to istotnie od okresu prezydentury  Baracka Obamy.

To jednak może się wkrótce zmienić. Waszyngton blokuje bowiem od jakiegoś czasu wybór nowych członków najwyższego organu sądowego WTO – tzw. Appellate Body (AB). Organ ten składa się z 7 członków którzy orzekają w poszczególnych sprawach w trzyosobowych składach. Obecnie wybranych jest tylko 5 sędziów - kadencje jednego zakończyła się bowiem 30 czerwca 2017 r. (Ricardo Ramirez-Hernandez z Meksyku), drugi zaś zrezygnował z funkcji w lipcu 2017 obejmując stanowisko ministra Handlu Korei Południowej (Kim Hyun-chong). Sprawa zrobi się jeszcze bardziej skomplikowana w grudniu kiedy do upływa kadencja kolejnego sędziego Peter’a Van den Bossche’a. Co prawda pozostali sędziowie będą mogli nadal orzekać (minimalna liczba to 3 sędziów) ale można oczekiwać znacznych opóźnień w rozpatrywaniu odwołań. Jeżeli spór nie zostanie natomiast zażegany do 2019 r., kiedy to wygasa kadencja dwóch kolejnych sędziów, nastąpi kompletny paraliż instytucji

Dlaczego amerykanie zdecydowali się zablokować proces wyboru nowych sędziów? (do rozpoczęcia procedury wymagana jest zgoda wszystkich członków organizacji). Początkowo przedstawiciele USA twierdzili, że ich decyzja jest związana z nieprawidłowościami proceduralnymi w sporze pomiędzy Unią Europejską a Indonezją dotyczący środków antydumpingowych nałożonych na alkohole tłuszczowe. Raport AB został bowiem podpisany przez dwóch członków sądu którzy już w tym czasie nie byli sędziami (na początku września 2017 r.). Później jednak podano też inne powody (moim zdaniem ważniejsze). Po pierwsze administracja Trump’a jest zaniepokojona aktywizmem sędziowskim i uważa, że AB wielokrotnie przekroczył zakres przysługującej mu swobody interpretacyjnej. Po drugie Stany Zjednoczone chciałyby najwyraźniej odzyskać prawo weta w stosunku do orzeczeń AB (przynajmniej w niektórych sprawach). Byłby to powrót do praktyki GATT kiedy to przyjęcie raportu panelu GATT wymagało zgody wszystkich stron umowy, łącznie ze stroną która przegrała dane postępowania. 

Takie rozwiązanie to niewątpliwie krok wstecz. Pod koniec swojego funkcjonowania system rozstrzygania sporów GATT stał się zupełnie nieskuteczny (czego nie można powiedzieć o aktualnym systemie). Postulat Stanów otwiera również prawdziwą puszkę Pandory. Jeżeli takie prawo miałoby przysługiwać Stanom Zjednoczonym nie ma powodu by nie przysługiwało także innym członkom organizacji. Co jednak wydaje się najważniejsze, taka zmiana podważyłaby zasadę rządów prawa w WTO. Członek niezadowolony z orzeczenia AB mógłby je po prostu zignorować. Kwestie polityczne zdominowałyby więc kwestie prawne, natomiast przewidywalność całego systemu uległaby znacznemu osłabieniu.

Więcej informacji na tej temat można znaleźć w tekście opublikowanym w Washington Post przez kilku wiodących naukowców zajmujących się handlem międzynarodowym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz