Na tropie ‘Drugiego Świata’ w prawie
międzynarodowym: Rozmowa z Patrykiem Labudą i Markiem Janem Wasińskim
Polina Kulish and Hendrik
Simon
Wywiad ukazał się pierwotnie w wersji angielskiej na Völkerrechtsblog oraz Central European University Review of
Books. Poniżej
prezentujemy polskie tłumaczenie obu autorów.
1. Drogi Patryku, Marku, w lutym
2025 roku wzięliśmy udział w konferencji, którą zorganizowaliście na Central European University w Wiedniu pod
tytułem ‘W poszukiwaniu SWAIL’. Czy był jakiś moment, akademicki czy
polityczny, który leży u źródeł SWAIL? Na co SWAIL reaguje i czy ma ono także
wymiar proaktywny?
PL: Dziękujemy za zaproszenie, Polino i Hendriku.
Jest to wspaniała okazja, by rozwinąć pewne wątki z naszej konferencji.
W moim przypadku, idea ‘SWAIL’ wykiełkowała w sposób dość organiczny po
inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Wprawdzie wyjechałem za granicę po
ukończeniu studiów w Polsce, jak się później okazało ‘na stałe’, ale nadal
zastanawiała mnie pozycja Europy (środkowo-)wschodniej [dalej: E(Ś)W]* w
polityce, kulturze, europejskiej czy globalnej historii… a także w prawie
(międzynarodowym). Nie miałem nigdy okazji zgłębić tych spraw, głównie z powodu
‘rynku idei’ panującego na zachodnich uniwersytetach, gdzie zagadnienia
wschodnio-europejskie nie miały większego zbytu. Rachunek sumienia nastąpił
dopiero, gdy zobaczyłem jak część analityków zachodnich i nie-zachodnich
(błędnie) ‘rozumiała’ inwazję Rosji – wymusiło to swoistego rodzaju rozliczenie
z dominującymi ramami myślowymi czy kategoriami pojęciowymi, których niektórzy
prawnicy międzynarodowi używali do analizy tych wydarzeń.
Pełnowymiarową inwazję obserwowałem z Senegalu, gdzie wówczas mieszkałem i
gdzie często wdawałem się w dość surrealistyczne rozmowy o E(Ś)W. Napisałem
wtedy krótki post w EJIL:Talk!, gdzie skrytykowałem redukcjonizm niektórych
prawników międzynarodowych, zarówno tych z tzw. ‘głównego nurtu’, jak i
samozwańczych ‘krytyków’ (crits), którzy wypowiadali się o, na przykład, prawie
do samostanowienia czy podwójnych standardach, ale dopuszczali się wielu
uproszczeń lub błędów, ponieważ pisali o sprawach, których nigdy nie badali… a
jednocześnie czuli się, o dziwo, uprawnieni do wygłaszania gromkich opinii na
te tematy. Dostałem wiele e-maili w odpowiedzi, zwłaszcza od osób mieszkających
poza Zachodem, które mi za post dziękowały, bo pomógł im zrewidować ich
interpretację inwazji. Te reakcje wzbudziły dalsze pytania, badania oraz
kontakty z osobami, które miały podobne do moich wątpliwości dotyczące ‘naszej’
dziedziny prawa międzynarodowego.
Po trzech latach, nadal zastanawia mnie, jak wiele osób czuje się
uprawnionych do pisania o sprawach wschodnio-europejskich nie tylko bez
wystarczającej wiedzy o naszym regionie, ale nawet bez podjęcia próby
skonsultowania swoich zewnętrznych interpretacji z perspektywą lokalną. Jest to
o tyle dziwne, że w środowiskach uniwersyteckich nie kwestionuje się już
zasadniczo potrzeby uwzględniania doświadczeń życiowych, co wiedzie do swoistej
pokory wobec własnej pozycji (positionality) intelektualnej. Wyjątkiem zdaje się tu być E(Ś)W, gdzie jak
się okazuje perspektywy ‘lokalne’ czy ‘postkolonialne’ zdają się nadal nie
odgrywać większej roli, przynajmniej w prawie międzynarodowym. Pod tym
względem, apel SWAIL o potraktowanie E(Ś)W jako odrębnego miejsca tworzenia
wiedzy z zakresu prawa międzynarodowego jest reakcją na pewne trendy
zaobserwowane po 2022 roku, zwłaszcza jeśli chodzi o zachodnio- i
rosyjskocentryczne mapy mentalne naszego regionu oraz mocno spóźnione
rozliczenie z ‘imperialną niewinnością’ Rosji (Botakoz
Kassymbekova). SWAIL ma także różne proaktywne wymiary, do których z
pewnością powrócimy później, w tym apel o wielokierunkową dekolonizację –
używam tego nieco kontrowersyjnego terminu, aby nasze przesłanie było
intuicyjnie zrozumiałe – naszej dyscypliny w stosunku do E(Ś)W, w tym także
istotny wymiar autorefleksyjny, skierowany do samych badaczy
wschodnio-europejskich.
* Nota lingwistyczna: w wersji angielskiej wywiadu używam konsekwentnie
zwrotu ‘Europa wschodnia’ z przyczyn naukowych, które wyjaśniam poniżej, choć
jest on dla mnie tożsamy rzeczowo ze zwrotem EŚW; w tłumaczeniu polskim
zdecydowałem się na bardziej tradycyjny u nas zwrot Europa środkowo-wschodnia
[E(Ś)W], dodając nawias wokół słowa ‘środkowa’, żeby zasygnalizować
ambiwalencję terminologiczną autora. Używam natomiast przymiotnika
‘wschodnio-europejski’, jako że nie ma zgrabnego zwrotu, który by włączył ‘środek’
do tej funkcji gramatycznej w języku polskim.
MW: Zgadzam się z Patrykiem, że w lutym 2022 r.
potrzeba SWAIL stała się wręcz dojmująca. Spróbuję nakreślić nieco szerszą
perspektywę historyczną – przy czym doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że pod
względem precyzji znajdę się niepokojąco blisko Woody Allen’a definiującego ‘człowieka współczesnego’ jako urodzonego po
Nietzscheańskim ‘Bóg umarł’, ale jeszcze przed premierą ‘I Wanna Hold Your
Hand’... Ale spróbujmy: uważam, że nie rozmawialibyśmy dziś o SWAIL, gdyby
David Kennedy nie opublikował ‘Spring Break' i gdyby nie upadła Żelazna Kurtyna. Cofamy się
zatem do końca lat 80. i początku 90 ubiegłego stulecia.
Tekst Kennedy’ego to przykład odważnej i uczciwej autorefleksji o
przełamywaniu przez prawnika międzynarodowego ograniczeń poznawczych. To apel,
by odrzucić tę irytującą intelektualną pozę, którą Jean d’Aspremont określił jako udawanie 'niezwyciężonego’. Chodzi o to,
żeby wreszcie uświadomić sobie, że prawnik międzynarodowy jest częścią
problemu, który próbuje rozwiązać, wyjaśnić lub choćby opisać. Artykuł
Kennedy’ego przywołuje na myśl akt reżysera, który kieruje kamerę na samego
siebie. Frédéric Mégret trafnie stwierdził, że dotyka nas wtedy egzystencjalny niepokój.
Pamiętam dokładnie lekturę fragmentów, w których Kennedy opisywał swoją
fascynację, niemal erotyczne zauroczenie, kobietą uwięzioną przez władze
urugwajskie, z którą spotkał się w toku misji humanitarnej. Przyszło mi wtedy
do głowy, że taka radykalna autorefleksja nie mogłaby się przebić do czasopism
akademickich E(Ś)W...
Osadźmy teraz intelektualną postawę Kennedy’ego w szerszym kontekście
historycznym. Publikacja 'Spring Break' zbiegła się z rozpadem bloku
sowieckiego. Wkrótce potem, część byłych ‘sojuszników ZSRR’ — chcę podkreślić,
że jest to określenie, którego niektórzy badacze prawa międzynarodowego wciąż
używają bez głębszego zastanowienia — stała się członkami Unii Europejskiej…
Kiedy o tym mówię, to przychodzi mi na myśl tekst piosenki The Dreadnoughts pt.
‘The Storm’. To kawałek, w gruncie rzeczy, bardzo heglowski! Pasuje jak ulał do
najnowszej historii wielu państw E(Ś)W: dzieciom rewolucji udaje się wreszcie
zostać ‘rich men, big men, fattened up, happy, reborn’. Ale coś za coś:
dialektyczna przemiana wiąże się ze stratą. Pozwólcie, że wyjaśnię na
przykładzie, co mam na myśli. Mój promotor w przewodzie doktorskim, prof. Piotr
Daranowski, opowiadał mi niegdyś o wydarzeniach początku lat 80. Przychodzili
do niego działacze związków zawodowych i pytali, w jaki sposób Pakt Praw
Obywatelskich i Politycznych może pomóc w obronie podstawowych wolności w
Polsce? Oni traktowali ten dokument śmiertelnie poważnie! Więcej nawet: jakby
to był obdarzony cudowną mocą amulet do transformowania rzeczywistości! Jednak
już dwie dekady później, w czasie inwazji na Irak w 2003 r., mało kto
przejmował się prawem międzynarodowym. Zamiast tego tabuny ‘ekspertów’ (i nie
tylko) spekulowały o perspektywach związanych z ‘polską strefą okupacyjną’ w
Azji. To był moment porzucenia mitu o powszechnym prawie międzynarodowym
układającym w sposób bezstronny relacje między wszystkimi mieszkańcami tej
biało-błękitnej kuli pędzącej przez kosmos. To był koniec niewinności.