czwartek, 10 maja 2018

Co właściwie oznacza deklaracja prezydenta Trumpa o wycofaniu USA z porozumienia nuklearnego z Iranem

Deklaracja prezydenta Donalda Trumpa o wycofaniu USA z nuklearnego porozumienia z Iranem z lipca 2015 r (Joint Comprehensive Plan of Action, JCPOA) wywołała burzę reakcji społeczności międzynarodowej, ale pozytywne w zasadzie tylko ze strony Izraela, Arabii Saudyjskiej i ... irańskich radykałów. Inne głosy, w tym wszystkie pozostałe strony porozumienia z władzami Iranu włącznie, a także monitorujące jego implementację ONZ i Międzynarodową Agencję Energii Atomowej (MAEA) oraz niezależni eksperci (zob. m.in. tu, tu, tu, tu, tu, tu, tu, tutu) oceniają decyzję Trumpa zdecydowanie negatywnie. Większość komentarzy dotyczy politycznych skutków zerwania porozumienia przez USA. W tym poście postaramy się krótko skupić na jego aspektach prawnych.


Trump jako powód swojej decyzji wskazał drastyczne naruszenia postanowień umowy przez Iran, powołując się na informacje izraelskiego wywiadu. Nie podał jednak jakichkolwiek konkretnych przykładów takich naruszeń. Tezom Trumpa przeczą jednak ustalenia nadzorującej wykonywanie postanowień układu MAEA, która w kolejnych sprawozdaniach dotyczących implementacji JCPOA potwierdza, a wręcz chwali Iran za sumienne wykonywanie wszystkich wynikających z niego obowiązków (zob. stronę www poświęconą implementacji porozumienia). Ta kwestia jest kluczowa dla wyjaśnienia prawnych problemów związanych z decyzją o wycofaniu USA z porozumienia nuklearnego.

Otóż, zgodnie z prawem traktatów (używamy ogólnego pojęcia, obejmującego zarówno Konwencję wiedeńską o prawie traktatów, jak i prawo zwyczajowe, którego KPT w przeważającej mierze jest wyrazem - wiemy, że USA nie jest stroną KPT, ale uznaje większość jej postanowień za wiążące prawo zwyczajowe), jednostronne wypowiedzenie lub wycofanie się z wielostronnej umowy międzynarodowej (a za taką uznajemy JCPOA) jest co do zasady możliwe wówczas, gdy sama umowa je przewiduje. JCPOA takiej klauzuli nie zawiera. W tej sytuacji w grę mogłyby wchodzić dwie reguły prawa traktatów:
- ustalono, ze strony miały zamiar dopuścić możliwość wycofania się z umowy albo można jej domniemywać z charakteru umowy (art.56 KPT);
- powołanie się na naruszenie umowy przez jedną ze stron jako podstawę jej wygaśnięcia co najmniej w stosunku do strony zainteresowanej (art. 60 KPT).
Jak się wydaje właśnie ten drugi mechanizm usiłuje wykorzystać prezydent USA. Obawiamy się, że może to być jednak usiłowanie nieudolne. Jak już wspomniano, brak jest dowodów na jakiekolwiek, a co dopiero poważne naruszenia porozumienia nuklearnego przez Iran. USA musiałyby wykazać ich istnienie, spełnić proceduralne wymogi notyfikowania swojej decyzji wszystkim pozostałym stronom, z wyjaśnieniem powodów i propozycjami odpowiednich działań. Za takowe na pewno nie można uważać deklaracji Trumpa. Tak naprawdę nie został więc jeszcze podjęty nawet pierwszy krok w kierunku wycofania się USA z porozumienia.

Ponadto JCPOA ustanawia wielopoziomowy mechanizm rozstrzygania sporów powstałych na tle wykonywania wynikających z porozumienia zobowiązań wszystkich stron. Jeśli zatem USA miałyby jakieś wątpliwości co do wypleniania obowiązków przez Iran, powinny najpierw do tego mechanizmu się odwołać. A tego nie zrobiły.

Zamiast tego prezydent USA zapowiedział powrót do już zniesionych sankcji (tak na marginesie - znoszenie sankcji nałożonych na Iran to według JCPOA proces rozłożony na 10 lat...) - co oznacza, że to USA znajdzie się w sytuacji naruszającego porozumienie nuklearne. Sytuacja paradoksalnie więc się odwraca. Biorąc pod uwagę, że i Iran, i pozostali partnerzy porozumienia, i instytucje monitorujące są zdeterminowane by utrzymać je w mocy, nie jest wykluczone, że porozumienie będzie po prostu nadal przez nie wykonywane, a to przeciwko USA mogą zostać podjęte środki przewidziane w samym porozumieniu, i w prawie międzynarodowym.





Brak komentarzy: